środa, 27 grudnia 2017

Praca w gastronomii -- wady i zalety takiej pracy




Hejka!
Jak tam kochani po Świętach? Pewnie przejedzeni? Ja pałaszowałam ciągle bigos teściowej - jest najlepszy na świecie! Święta minęły w bardzo szybkim tempie. Nie wiadomo kiedy, a tu już środa jest. Ciekawa jestem czy jesteście zadowoleni ze swoich prezentów? Ja bardzo ponieważ otrzymałam od męża srebrny zestaw: kolczyki, łańcuszek i zawieszkę, a mój mąż dostał zegarek. Dzieciaki zabawki, to wiadomo....

Dzisiaj chciałabym poruszyć dość istotny temat o pracy w gastronomii i jej wadach i zaletach. Chciałam obalić pewne mity, które krążą w świecie, ale chciałabym również napisać jak, to jest, od środka. Jesteście ciekawi?


Tuż po szkole gastronomicznej od razu zaczęłam szukać pracy i wylądowałam w lunch barze w Warszawie na Jerozolimskich w biurowcu, w którym pracowałam ok 5 lat. Pierwsza moja ukochana praca. Na początku było bardzo trudno się wkomponować i wszystkiego się nauczyć, bo jak mam mieć doświadczenie zawodowe tuż po szkole? No niby miałam praktyki dwa razy w tygodniu, ale nikt nie chciał nas (praktykantów) dopuścić do lepszych i ciekawszych zajęć jak mycie garów. Niestety takie realia....

Na szczęście trafiam na bardzo dobrą szefową, która widziała we mnie potencjał i która mi dała szansę, abym się nauczyła wielu rzeczy. Tak przesiedziałam kilka lat na dziale sałatki i surówki połączonym z działem kanapkowym i zmywakowym. Tak, byłam pomocą kuchenną i jestem i pozostanę i to z własnego świadomego wyboru. Niektórzy mówią, że to prosta robota, ale tak nie jest. Trzeba być bardzo szybkim i bystrym, aby opanować zrobienie 450 kanapek w 1,5 godziny. Surówki też robiłam tak na około 450 obiadów i to dzień w dzień (codziennie inne). Na szczęście sałatek szło o wiele  mniej, ale i tak trzeba było je przygotować od 7 rano do 8:30 z motorkiem w tyłku. Mój zakład pracy, to typowy lunch bar, gdzie do godziny 11:30 trzeba było wydać wszystko na wydawkę i od tej godziny zaczynał się kocioł. Z racji tego, że jestem bardzo szybka i sprytna byłam na wydawce, kuchni i zmywaku. W gastronomii trzeba mieć 6 biegów, a nie 5. W tym zakładzie przesiedziałam kilka lat ponieważ atmosfera była super, płaca w Warszawie dobra i miałam w miarę blisko. Jednak życie miało dla mnie inny plan i zaszłam rok po ślubie w ciążę. Postanowiliśmy się wyprowadzić pod Kraków i do dziś mieszkamy w pięknej miejscowości Rusocice. Gdy Majka trochę podrosła postanowiłam zmajstrować z mężem kolejne dziecko i za kilka miesięcy przyszedł Kubuś na świat. Moja kariera gastronomiczna zawisła w powietrzu. W międzyczasie tworzyłam i tworzę bloga kulinarnego, gdzie traktuję go jako wirtualną książkę kucharską. Tak. Mam go już kilkanaście lat.

Obecnie Kubuś ma 3 lata i jakiś czas temu wróciłam do pracy. Niestety z tamtą firmą w Warszawie musiałam się pożegnać i znalazłam inną pracę w Krakowie. Tuż pod Wawelem w gimnazjum na stołówce. Przez pierwsze pół roku było super, ale niestety nic nie trwa wiecznie. Zwolniłam się i na nowo szukam pracy w tym fachu. W między czasie byłam w kilkunastu miejscach na dniach próbnych i mam porównanie. Chciałabym wam opowiedzieć jeszcze troszkę o mitach jakie panują o  restauracjach czy innych punktach gastronomicznych.


Pierwszy mit to: nie wolno jeść kotletów mielonych, bo są stare i wszystko jest zmielone w nich - może i kiedyś tak było, ale nie za moich czasów. Przerobiłam sporo punktów gastronomicznych i w żadnym (podkreślam w żadnym) się z tym stwierdzeniem nie spotkałam. Teraz mamy takie czasy, że o klienta trzeba walczyć....

Praca w gastronomii jest super, bo jesz ile chcesz i co chcesz - to zależy, gdzie pracujesz i jakiego masz szefa. Mając praktyki w hotelu czterogwiazdkowym koło Warszawy musiałam zabierać ze sobą kanapki, bo szef ganiał jak widział, że ktoś coś je. Z kolei w pierwszej pracy jadłam i piłam co chciałam, a szefowa nam na to pozwalała. W stołówce było tak samo, ale ostatnio, było tyle pracy, że nie było kiedy zjeść i momentami co, bo kucharka tak wyliczyła, że my pracownicy głodni chodziliśmy. Czasami też wychodziłam głodna, bo miałam busa i nie mogłam zostać dłużej, aby coś zjeść. Także zależy od miejsca i szefostwa, ale pamiętam, że byłam kiedyś w pewnej restauracji, to kucharz pytał się pracowników: co ugotować? Byłam mile zaskoczona :)

Niestety praca na kuchni jest ciężkim kawałkiem chleba. Każdy, kto pracował lub pracuje, to potwierdzi. Kucharze mają najgorzej, bo cały obowiązek spływa na nich. My pomoce mamy teoretycznie wszystko gdzieś. To kucharz musi się o wszystko martwić, wyliczać, zamawiać, ale idzie za tym odpowiednie wynagrodzenie. Mimo wszystko musi mieć łeb na karku i o wszystkim myśleć, a pomoc? Przyjdzie, zrobi co jej każą i do domu. Wolę mieć mniej na głowie i nie  stresować się. Nie muszę zarabiać po kilka tysięcy...

Jak pracujesz na kuchni, to zapewne do domu sobie coś przyniesiesz? Tutaj również zależy od szefostwa. W pierwszym zakładzie musiałam za obiady płacić jeśli chciałam do domu zabrać. W tej drugiej już nie. Szefowa nam pozwalała zabrać jedzonko do domu jeśli zostało. Oczywiście wszystko pod jej okiem :)

Zarobki? Obecnie jest wielka dupa i nie ma ludzi do roboty. Ile my się ostatnio naszukaliśmy w miarę ogarniętych ludzi. Tragedia, albo nie przychodzą wcale, a jak już przyjdą, to bez cienia doświadczenia.  Mimo wszystko pracodawcy nie chcą więcej płacić. Stawka godzinowa to 10 - 13 zł na czysto. Przykładowo kucharz już zarobi od 3 tyś w górę, a pomoc od 2 tyś. Zależy gdzie oczywiście, bo w typowej restauracji, to pomoc zarobi i 2700 zł. Bez większych udziwnień...

Godziny pracy? Ja znalazłam taką pracę od 7-15 tej.  Moim zdaniem idealnie ponieważ odbierałam dzieciaczki z przedszkola, ale jeśli chcesz pracować w restauracji, to godziny od 11(12) do 24.

Zalety
Zdobywasz cenne doświadczenie
Możesz się rozwijać
Poznajesz nowe smaki
Poznajesz nowe przepisy i uczysz się różnych technik przyrządzania
Ludzie - czasami można poznać bardzo wartościowych znajomych i pozostać przyjaciółki na lata, ale...

Wady
Ciężka (fizyczna) praca momentami zmianowa i monotonna
Żeby dobrze zarobić trzeba się ciężko narobić
Czasami niewdzięczna ponieważ nie każdemu dogodzisz. Niestety, każdy z nas ma inne upodobania smakowe.
Gorąca dlatego, bo przy smażeniu nie raz się poparzyłam i pot nie raz lał się po tyłku jak były upały, a klimatyzacji nie ma na kuchni :(
Ale...ciąg dalszy...Bywa tak, że nie zawsze trafisz na super ekipę. Trafi się jedna menda, która popsuje całą atmosferę wśród pracowników, albo będzie dołki pod Tobą kopać, albo trafi się taka cholera kucharz, która lub który wyżej sra niż d..p..ę ma. Gotować nie umie, a będzie się wywyższać co to nie ona/on. Coś jest naprawdę paskudne lub zjebane, a kucharz i tak zostanie przy swoim i powie: TAK MA BYĆ! To mnie zawsze to mnie zawsze rozśmiesza. Nazywam to syndromem kucharza.

Ciekawa jestem czy ktoś z Was pracuje w gastronomii i czy możecie coś dodać od siebie lub ująć?



15 komentarzy:

  1. Mimo, że nigdy nie pracowałam w gastronomii, to fajnie poczytać o czyimś zawodzie nomen omen "od kuchni" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. skąd ja to znam. Z zawodu jestem Technik Żywienia o specjalizacji Hotelarstwo. Więc mam dwa zawody. Ciągle mycie garów, a do konkretnej pracy nikt nie chciał dopuścić. Tez pracowałam w restauracjach, stołówkach szkolnych, oraz na hotelach. Zawsze najwięcej się działo przy obieraniu ziemniaków, akcje jak trzeba. Ciężki chleb, ale jak wpadniesz do dobrego szefostwa to można dobrze zarobić. Mimo to lubię tę pracę, choć dawno nie miałam z nią styczności to jednak wyciąga z człowieka wszystko i najgorsza jest ta dyspozycyjność. W gastronomi nie ma czegoś takiego jak czas określony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się z Tobą, że w gastronomii nie ma takiego czegoś jak czas określony. Jest, bo sama pracowałam całkiem niedawno od 7 do 15tej i koniec.

      Usuń
    2. no to masz szczęście, bo w moich turystycznych okolicach nie ma czegoś takiego

      Usuń
  3. Ja w gastronomi nie pracowalam i nie pracuje, w innym fachu ale historie te same, jedna menda sie znajdzie, zarobki oczywiście i zapoerdziel. To samo mialam. A pracy u nas od 7-15.00to ze świecą szukać. Gdyby taka byla z pocalowaniem ręki bym wziela. Kiedys pracowalam od 7-15przez 4lata w biurze, weekendy wolne, zarobki slabe no i znalazla sie menda. Koniec juz nic nie pisze. Gratuluje pracy i ze ci sie wszystko układa,ze wiesz dzieciaczki mozesz odebrac i wogole. Super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale się zwolniłam z tej drugiej pracy :(

      Usuń
  4. Ciężko jest znaleźć dobrego kucharza w dzisiejszych czasach...
    Pomagam prowadzić restaurację chłopakowi i jest bardzo ciężko. ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. W moim regionie stawki są mniejsze, a godziny pracy też rożne. Cóż ja nigdy nie pracowałam w gastronomi i nie wiem czy bym chciała/ dałabym radę - z roku na rok jestem coraz starsza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio są mniejsze stawki? Przecież już to nielegalne, aby było poniżej 10 zł na godzinę.

      Usuń
  6. Nigdy nie pracowałam w takiej branży, ale to ciekawe poznać takie zajęcia "od kuchni" :D Myślę, że fizycznie bym nie podołała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, fizycznie jest bardzo ciężko.

      Usuń
  7. ja też jestem z zawodu gastronomem :) Faktycznie nie jest to łatwa praca i wymaga dużo siły no i szybkości jak wspominasz. Niestety ja nie załapałam się na dobrą pracę tak jak Ty w Warszawie, moje prace były raczej kiepskie i mam nadzieję, że jak wrócę do pracy w końcu trafie na taką w której będę się dobrze czuła :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie pracowalam w tej branzy, ale ciekawie bylo zapoznac sie z nia dzieki Twojemu wpisowi. Chetnie poczytam wiecej na ten temat.

    OdpowiedzUsuń

W związku z ustawą RODO o ochronie danych osobowych, informuję, że na stronie *Natalia i jej świat* używane są pliki cookie Google i podobne technologie do ulepszania i dostosowywania treści, analizy ruchu, dostarczania reklam oraz ochrony przed spamem, złośliwym oprogramowaniem i nieuprawnionym dostępem. Komentując przyjmujesz to do wiadomości i wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych i informacji zawartych w plikach cookies.

Zostawiając komentarz wyrażasz zgodę na gromadzenie danych osobowych zawartych w komentarzu takich jak np. nick, imię i nazwisko, adres e-mail. Dane te nie będą wykorzystywane przez Administratora Bloga. Więcej informacji znajdziesz w zakładce Polityka prywatności

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz